środa, 12 października 2011

Muffiny brownies z kawałkami czekolady i czekopolewą

Pyszne małe brownies, naprawdę mocno czekoladowe.
A dla rozwiania wszelkich wątpliwość dotyczących czekoladowości (?!) tychże łakoci- kawałki czekolady i błyszcząca czekopolewa na wierzch.
Lubię to!

Składniki na 10 muffinów:

- 220 g gorzkiej czekolady dobrej jakości,
- 80 g masła,
- 100 g cukru,
- 100 g mąki pszennej,
- łyżka kakao,
- płaska łyżeczka sody oczyszczonej,
- łyżeczka ekstraktu z wanilii,
- 2 jajka roztrzepane,
Polewa:
- 100 g śmietanki kremówki,
- 100 g mlecznej czekolady.

160 g czekolady łamiemy na kawałki, wrzucamy do rondelka wraz z masłem i cukrem i rozpuszczamy na małym ogniu. Studzimy przez chwilę.

Resztę gorzkiej czekolady kroimy w drobną kostkę, mieszamy z mąką, sodą, kakao, jajkami, ekstraktem i zawartością rondelka. Mieszamy do połączenia składników.

Gotową masę wykładamy do formy na muffiny wysmarowanej masłem (powstanie 10 babeczek). Pieczemy w 180 stopniach przez 20 minut. Wyjmujemy z formy i studzimy.

W kąpieli wodnej rozpuszczamy mleczną czekoladę wraz ze śmietanką. Polewamy ostudzone muffinki, na szczycie których układamy maliny, wiśnie, etc.

Bon appetit!

wtorek, 27 września 2011

Czekoladowe clafoutis z gruszką i sosem toffi...

Jeśli przez przypadek, lub zupełnie celowo jesteście w Katowicach i macie ochotę na aromatyczny, ciepły deser, zapraszam do Cyferblatu.
Czekają tam na Was słodkie gruszki w mocno czekoladowym cieście, polane ciągnącym toffi mojej kompozycji.
Ktoś reflektuje?
Przepis na 4 porcje:

- 100 g mąki pszennej,
- łyżka kakao,
- łyżka mąki kukurydzianej,
- 60 g cukru,
- 80 g gorzkiej czekolady,
- 50 g masła,

- 4 gruszki, obrane, przekrojone na pół, z wydrążonymi gniazdami nasiennymi.

Czekoladę, mleko i masło roztapiamy w rondelku i zostawiamy do wystygnięcia.
Wszystkie suche składniki mieszamy ze sobą w misce. Jajka ubijamy z cukrem na puszysto.
Następnie łączymy ze sobą zawartości wszystkich naczyń.

Masę (jest dość rzadka) rozlewamy do kokilek, następnie układamy w nich gruszki. Pieczmy w 170 stopniach przez pół godziny. Podajemy na ciepło.

Bon appetit!

* "Cyferblat" - restauracja z kuchnią śląską fusion, znajduje się w Katowicach na ulicy Damrota 6.

czwartek, 22 września 2011

Zupa pomidorowa z chrupiącą kukurydzą

Zrobiło się jesiennie, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że nadszedł najwyższy czas na zupę. Rozgrzewającą i pyszną. Taką, którą robi się w mig i która nie wymaga długiej listy składników. Syci ale bez wyrzutów sumienia.
Proszę Państwa- oto ona!
Pyszna alternatywa dla klasycznej pomidorowej, z chrupiącą świeżutką kukurydzą zamiast grzanek. Trochę słodka, trochę pikantna.
Polecam gorąco!
Przepis znaleziony w Kuchni Agaty, zmodyfikowany na wersję wegetariańską.

Składniki na 4 spore porcje:

- 2 kolby kukurydzy,
- puszka pomidorów,
- czubata łyżeczka koncentratu pomidorowego,
- średnia cebulka,
- 2 łyżki oliwy,
- ząbek czosnku,
- 2 łyżeczki cukru,
- 1,5 szklanki wody,
- warzywna kostka rosołowa,
- chilli, sól, pieprz, bazylia- do smaku.

Pokrojoną cebulkę wraz czosnkiem wrzucamy na rozgrzaną w garnku oliwę, chwilę podsmażamy, aż będą szkliste. Dodajemy ziarna kukurydzy, a za chwilę puszkę pomidorów, wodę, kostkę rosołową i przyprawiamy.

Gotujemy około 15 minut, tak, by kukurydza była ugotowana, ale nadal chrupiąca.

Podajemy ozdobioną listkiem bazylii.

* Gwoli ścisłości:
Kukurydza z puszki- z pewnością nie będzie smakowała tak dobrze w tej zupie jak świeża. Nie będzie też tak chrupiąca. Jednak gdy skończy się sezon na kolby, z pewnością pokuszę się o zrobienie tej zupy ponownie i brak świeżej kukurydzy z pewnością mnie przed tym nie powstrzyma! :)

A dla tych, którzy- podobnie jak ja- nie za bardzo wiedzą jak się zabrać za oddzielenie ziaren kukurydzy od kolby, kopiuję instrukcję podaną przez autorkę wyżej wymienionego bloga. Mnie bardzo pomogła:

"Najłatwiej jest oprzeć kolbę na desce po krojenia i pionowo od góry do dołu odcinać ziarna, przesuwając ostrzem noża jak najbliżej twardego środka kolby. Następnie, gdy wszystkie ziarna są już odkrojone, tępą stroną noża należy kolejny raz przesunąć z góry na dół kolby, uzyskamy w ten sposób dostęp do części kukurydzy najbliższych jej trzonowi"

Bon appetit!

sobota, 10 września 2011

Muffiny bananowo-cytrynowe

Pyszne są, naprawdę!
Po wyjęciu z piekarnika pachną przepięknie.
Są wilgotne, ale bez zakalca. Słodkie, ale z małą ilością cukru.
Wszystko to za sprawą bardzo dojrzałych bananów, a skórka i sok z cytryny pięknie wzbogacają smak i aromat.
Poza tym po raz pierwszy skusiłam się na wykonanie typowego dla muffinów lukru- z masła i cukru. Jest faktycznie piekielnie słodki, dlatego jeśli decydujemy się na ozdabianie nim babeczek, lepiej nie przesadzać z ilością cukru w samym cieście. Za to pięknie się prezentuje, nie rozpływa się i umożliwia stosunkowo swobodne dekorowanie wypieków wedle własnych fantazji.
Na szczycie muffinków- ulubione kokosowe Korsarze.
Mniam!

Składniki na 15 babeczek:
(zmodyfikowałam przepis z Moich Wypieków):

- 140 g mąki,
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia,
- 1/2 łyżeczki sody,
- 2 łyżki cukru,
- skórka i sok z jednej cytryny,
- 5 łyżek mleka,
- 3,5 łyżki oleju,
- 1 jajko, roztrzepane,
- 3 rozgniecione banany,
- garść posiekanych orzechów.

Na lukier:
- pół kostki miękkiego masła, dobrej jakości,
- około 1 szklanki cukru pudru (na oko:))


Mieszamy ze sobą mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cukier i skórkę cytrynową.
W osobnym naczyniu: jajko, mleko, olej i sok z cytryny.
Łączymy zawartość obu naczyń, dodajemy rozgniecionego banana i orzechy.

Ciasto wykładamy do formy na muffiny i pieczemy 20 minut w 190 stopniach (piekłam na termoobiegu). Zostawiamy do wystudzenia.

Przygotowujemy lukier: miksujemy masło z cukrem pudrem aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji- ma byś stosunkowo gęsty- mi przypominał troszkę strukturą serek kanapkowy :)

Lukier wykładamy szpatułką na ostudzone muffiny, dekorujemy wedle uznania.

Bon appetit!




środa, 7 września 2011

Korzenne powidła śliwkowe z Porto

Coś naprawdę niebanalnego.
Na słodki podarunek, specjalną okazję, lub - po prostu- długi jesienny wieczór.
Wyborny akcent dla sera camembert czy aromatycznego pieczywa.
Rabarbarra poleca - z całego łakomego serca! :)

* a za przepis (i nie tylko) dziękuję cioci Grażynie

Składniki (ja zrobiłam od razu poczwórną porcję):

- 1 kg śliwek bez pestek,
- 1/2 kg cukru (+ 2 łyżki),
- 100 ml wina Porto,
- 1/4 łyżeczki imbiru,
- 1/4 łyżeczki zmielonych goździków,
- 1/2 łyżeczki cynamonu,
- 2,5 dkg cukru żelującego.

Śliwki kroimy w ósemki, zalewamy winem, dodajemy resztę ingrediencji, mieszamy i odstawiamy pod przykryciem na dobę.

Następnie wsypujemy dodatkowe dwie łyżki cukru i cukier żelujący, dokładnie mieszamy i gotujemy na dużym ogniu przez minutę.

Na gorąco wlewamy do czyściutki słoików, które dokładnie zakręcamy i gotowe!

Bon appetit!


środa, 31 sierpnia 2011

"Tort Ci zrobiłam!"... czyli szybki tort bezowy dla zapracowanych


I to bez pieczenia, postanowiłam bowiem kupić gotowe blaty bezowe. Kupić- nie piec, ponieważ moje dotychczasowe doświadczenia z ich samodzielnym wykonaniem kończyły się- co tu dużo mówić- kiepsko.
Największą porażką były bezy do tortu, który upiekłam kiedyś z okazji własnych urodzin. Były tak ciągliwe, że nie udało mi się ukroić ani jednego zgrabnego kawałka. Do tej pory pamiętam jak mój pięknie ozdobiony tort zamieniał się z każdym ruchem noża w obrzydliwą papkę.
Tym razem postanowiłam więc zaoszczędzić sobie dodatkowej kompromitacji, skusiłam się więc jedynie na wykonanie kremu mocca z mascarpone, kremówki i espresso.
Polecam gorąco, jeśli potrzebujecie efektownego deseru w niespełna pół godziny.
Wszystkiego najlepszego Radosławie!

Składniki na masę:

- 300 g serka mascarpone,
- 250 ml śmietanki 30 %,
- 2 łyżki cukru pudru,
- 3 łyżeczki kawy instant rozpuszczonej w łyżce wody,
- saszetka Śmietan-Fixu np.(Dr Oetker) -można pominąć, ale uważam, że w towarzystwie kruchej bezy, rozpływający się (pod wpływem ciepła) na wszystkie strony krem, nie robi najlepszego wrażenia.

Wszystkie składniki poza fixem miksujemy na wysokich obrotach przez około 3 minuty, następnie wsypujemy Fix i miksujemy do uzyskania odpowiedniej konsystencji.
Jedną warstwę kremu wzbogaciłam pokrojoną grubo gorzką czekoladą, drugą natomiast wiśniami bez pestek.

Bon appetit!

czwartek, 9 czerwca 2011

Delicious cocoa cupcakes :)

Dawno nie pisałam. Wiele wymówek przychodzi mi do głowy. Że sesja- zaliczona elegancko, że wakacje- relacja z Hvaru już niedługo, że leń i tyle. Ale chyba jedyne, co pozostaje mi zrobić, żeby jakoś zrekompensować tą długą nieobecność to wrzucić przepis na te małe cuda, które wraz z Martyną piekłyśmy dla fundacji Arteria, w której- jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem- już niedługo będziemy prowadzić warsztaty kulinarne dla podopiecznych.
Wracając do babeczek:
Mnie zupełnie oczarowały zarówno smakiem, jak i wyglądem.
Polecam!

Przepis na około 15 muffinków pochodzi z tej strony:
Składniki suche:
- 250 g mąki pszennej,
- 2 łyżki kakao,
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
- pół łyżeczki sody oczyszczonej,
- 50 g cukru.
Składniki mokre:
- 1 jajko,
- 150 ml mleka,
- 6 łyżek oleju słonecznikowego,
- 5 łyżek płynnego miodu.
Ponadto:
- 100 g mlecznej czekolady,
- 100 ml śmietany kremówki,
- dorodne wiśnie lub czereśnie z ogonkami.

Mieszamy ze sobą suche składniki. W drugiej misce roztrzepujemy jajko i dodajemy resztę mokrych ingrediencji. Następnie łączymy zawartości obu naczyń.
Ciasto wykładamy do formy na muffiny wyłożone papilotkami i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 190 stopni na 15-20 minut.
Gotowe babeczki odstawiamy do wystygnięcia.
W tym czasie przygotowujemy polewę czekoladową:
W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, dodajemy śmietankę i mieszamy. Zaletą dodanie do roztopionej czekolady śmietanki kremówki jest prześliczny połysk i fakt, że po zastygnięciu polewa jest nadal delikatna, a nie twarda i krucha jak w przypadku gotowych lukrów (fuj).
Teraz pozostaje nam oblać czekoladą muffinki i na ich szczycie ułożyć czereśnie.
Bon appetit!