Mamo, jestem chora! -mam ochotę krzyczeć na całe obolałe gardło. Czasy, kiedy fajnie było być chorą, bo nie trzeba było iść do szkoły, już za mną.Nie ma też pysznych kanapek i herbaty w termosie, cichutko pozostawionych wczesnym rankiem na nocnym stoliku przez mamę, w towarzystwie leków i notki z wytycznymi kiedy i jaki syrop po jedzeniu wziąć trzeba.
Więc spędzam weekend w domu. Z gorączką i tak dalej. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zwlekła się choć na chwilę z łóżka i nie zmajstrowała czegoś w kuchni.
Z tego, co jest.
Więc ciastka amerykańskie: duże i słodkie jak jasny pieron ciasteczka, w mojej wersji z fistaszkami i mleczną czekoladą, i z daktylami zamiast rodzynek. Pyszne! wychodzi ich bardzo dużo, ale jak twierdzą dziewczyny z Domowych wypieków, mogą długo stać zamknięte w puszce. Naprawdę warto je upiec, choćby tylko dla pięknego zapachu, który towarzyszy ich pieczeniu.
Moim współlokatorom, którym z resztą bardzo dziękuję za opiekę, sprawunki i pyszne obiadki, bardzo smakują.
Składniki na 27 ciastek:
- 200 g rozpuszczonego masła,
- 1,5 szklanki cukru,
- łyżka ekstraktu z wanilii,
- 2 całe jajka + jedno żółtko,
- 3 szklanki mąki pszennej (ja użyłam 1,5 mąki pszennej i 1,5 żytniej),
- czubata łyżeczka sody,
- 1/2 łyżeczki soli.
- 100 g pokrojonej czekolady (użyłam mlecznej, jeśli wolicie gorzką, możecie zwiększyć ilość cukru w ciastkach, choć i tak pewnie będą słodkie),
- 100 g orzeszków ziemnych,
- 50 g pokrojonych daktyli (lub rodzynek, jeśli wolicie).
W misce łączymy masło, jajka, żółtko, cukier i ekstrakt z wanilii. W drugim naczyniu mieszamy ze sobą mąkę z solą i sodą, dodajemy orzechy, czekoladę i daktyle, mieszamy.
Łączymy zawartości obu naczyń, dokładnie mieszamy wszystkie składniki. Masa jest dość kleista, formujemy z niej kule wielkości małych mandarynek (powinny być duże, wtedy ciastka będą miękkie w środku i chrupiące z zewnątrz, więc powstrzymajcie się przed zmniejszaniem ich rozmiarów). Odkładamy na deskę podsypaną solą i wstawiamy do lodówki na min 4 godziny (w oryginale wyczytałam 8-12 godzin, nie byłam aż tak cierpliwa, a efekt był bardzo zadowalający, więc...).
Układamy po 9 kulek ciasta na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w sporych odstępach od siebie i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 16 minut. Ciepłe ciasteczka są bardzo miękkie, więc nie zdejmujemy ich od razu z blachy, lecz pozwalamy im chwilkę odpocząć.
Podobno najlepsze po dwóch dniach, długo utrzymują świeżość, są wspaniałe.
Bon appetit!
- 200 g rozpuszczonego masła,
- 1,5 szklanki cukru,
- łyżka ekstraktu z wanilii,
- 2 całe jajka + jedno żółtko,
- 3 szklanki mąki pszennej (ja użyłam 1,5 mąki pszennej i 1,5 żytniej),
- czubata łyżeczka sody,
- 1/2 łyżeczki soli.
- 100 g pokrojonej czekolady (użyłam mlecznej, jeśli wolicie gorzką, możecie zwiększyć ilość cukru w ciastkach, choć i tak pewnie będą słodkie),
- 100 g orzeszków ziemnych,
- 50 g pokrojonych daktyli (lub rodzynek, jeśli wolicie).
W misce łączymy masło, jajka, żółtko, cukier i ekstrakt z wanilii. W drugim naczyniu mieszamy ze sobą mąkę z solą i sodą, dodajemy orzechy, czekoladę i daktyle, mieszamy.
Łączymy zawartości obu naczyń, dokładnie mieszamy wszystkie składniki. Masa jest dość kleista, formujemy z niej kule wielkości małych mandarynek (powinny być duże, wtedy ciastka będą miękkie w środku i chrupiące z zewnątrz, więc powstrzymajcie się przed zmniejszaniem ich rozmiarów). Odkładamy na deskę podsypaną solą i wstawiamy do lodówki na min 4 godziny (w oryginale wyczytałam 8-12 godzin, nie byłam aż tak cierpliwa, a efekt był bardzo zadowalający, więc...).
Układamy po 9 kulek ciasta na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w sporych odstępach od siebie i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 16 minut. Ciepłe ciasteczka są bardzo miękkie, więc nie zdejmujemy ich od razu z blachy, lecz pozwalamy im chwilkę odpocząć.
Podobno najlepsze po dwóch dniach, długo utrzymują świeżość, są wspaniałe.
Bon appetit!














